Siergiej Timofiejew
Język Kateriny
Trzy dni miałam przeczucie,
że mam czarny język. Po prostu stałam tam,
cicho paląc, nerwowo chichocząc,
nie mówiąc ani słowa matce.
A następnego ranka spojrzałam –
i rzeczywiście! Czarny jak smoła
w różowych ustach, wykrzyknik
w typowym tekście fizjologicznym, ostrzeżenie,
linia alarmowa. Przerażona
dzwonię do apteki: „Powiedzcie mi proszę,
jak wyleczyć czarny język?”.
Byli całkiem mili: „Ludzki język bywa
różowy, bywa czarny. Wszystko zależy od kąta,
padania światła...”. Rzuciłam słuchawkę w szoku,
pobiegłam do samochodu, odpaliłam silnik
i cztery godziny jeździłam po mieście,
skręcając w dziwnych miejscach, z drżącymi rękami, aż nagle – olśnienie:
„A co z naszym znajomym, lekarzem? Pamiętam z dzieciństwa,
jak siedział w naszej kuchni, pił kawę i rozmawiał
o polityce, o literaturze, był taki obyty,
taki elegancki”. Ponownie biegnę do telefonu: „Pomóż mi!”.
„Uspokój się! Po prostu przyjdź tutaj!” – odpowiada.
Więc jestem. On bierze do ręki gadżet zrobiony
z nowoczesnego metalu, ale mówię mu:
„Mój język jest tak czarny, że zobaczysz i bez tego!”.
On i tak podchodzi do mnie, w dłoni ma długą rurkę.
Otwieram usta. „Oooch!” – odskakuje
z podziwem. Czerń mojego języka jest tak
głęboka. Ale rzecz jasna on nie podda się strachowi:
„Wyczerpanie, stres i męki twórcze,
To ich wina, ale tabletki na pewno pomogą,
te niezmywalnie białe tabletki”. Połknęłam więc
garść proszków, wsiadłam do samochodu,
jak tylko dotarłam do domu, położyłam się do łóżka i od razu zasnęłam.
Następnego ranka pobiegłam do lustra – o tak!
Odzyskałam mój różowy, cenny język!
Rześki, stulony w blasku świtu.
„Dziękuję, doktorze!” – od razu do niego zadzwoniłam,
ale nadal ani słowa matce.
Jako dorosła, bardziej się powstrzymuję.
Mówię znacznie mniej, po prostu niepewna
koloru swego języka, boję się dostrzec go
w oku innej osoby – ten czarny jak smoła pasek,
ten kawałek dziwnego, upartego mięsa.
przeł. Katarzyna Bojarska
Katrīna Neiburga jest jedną z najwybitniejszych współczesnych artystek łotewskich. Żyje i tworzy w Rydze. Głównym medium jej pracy jest wideo lub szerzej — obraz ruchomy. Jak pisze Laine Kristberga w swoim eseju o twórczości Neiburgi:
Neiburga używa kamery jak szkła powiększającego, wyrażając socjoantropologiczne zainteresowanie codziennością i przyglądając się z bliska zwykłym ludziom prowadzącym zwykłe życie. Dając możliwość uważnego spojrzenia na zjawiska niezauważone lub pomijane, odkrywa mikrokosmiczne światy i czyni widocznymi ludzi, przedmioty, miejsca i historie, które inaczej pozostałyby nieopowiedziane — bo w naszym pełnym stresu świecie terminów i niewychwyconych okazji mamy skłonność uznawać je za zbyt pospolite lub oczywiste.
Katrīna Neiburga tworzy sztukę, dążąc do pubudzenia emocji, do autentyczności, zachowania żywej pamięci. Jej praktyka jest poezją na poziomie percepcji – operuje atmosferą, nie reprezentacją. Głęboko osobista ikonografia przenika wszystko, co robi — od wideoinstalacji po scenografie teatralne — podczas gdy socjologiczna ciekawość ciągnie ją ku milczącym założeniom leżącym u podstaw naszego rozumienia rzeczy. W jej praktyce jest coś z ragany — tej postaci z łotewskiego folkloru, której imię pochodzi od redzēt, czyli widzieć, i której moc tkwi w innym, bardziej cierpliwym rodzaju widzenia. Podobnie jak ona, Neiburga przemierza przeoczone skraje świata, zbierając to, co inni odrzucają, i przemieniając to w coś, co nagle wydaje się naładowane znaczeniem.
To wrażliwość obecna w każdej z jej prac, które wracają wciąż do ziemi — do rytuału, do rzeczy zakopanych i odkopanych, do cykli znikania i powrotu.
Kūku Marija, 2018
W Kūku Marija kopie dół w ziemi:
Kiedy życie staje się nie do zniesienia — powinieneś położyć się w dole w ziemi i poprosić kogoś, żeby cię zakopał. Spędź tam trochę czasu, wchłaniając energię Ziemi. Kiedy się wynurzysz, przyjmij nowe imię i żyj dalej, jakby nigdy nic.
Leżeć w dole — ten prosty gest staje się rytuałem przejścia. Artystka wynurza się z Ziemi — najpierw głowa, potem reszta ciała — jak noworodek. Stąd właśnie bierze początek historia pewnej osobliwej mądrości: jako możliwość nieustannego powrotu.
Sekretijki, 2021
Sekretijki zaczyna się od historii:
W dzieciństwie graliśmy na podwórku w bardzo szczególną i tajemniczą grę zwaną „Sekretjiki”. Każde dziecko chowało skarby w wybranym miejscu — pod tłuczonym szkłem butelki układało kompozycje z niezwykle cennych znalezisk: paciorka, kwiatka, kawałka kamienia, korka od butelki i innych rzeczy. Celem było stworzenie sekretu znanego tylko tobie, który — mieliśmy nadzieję — kiedyś odkryje przyjaciel i nie będzie mógł wyjść z podziwu nad wyjątkowością twojej tajemnicy. W Savvaļi powtórzyłam tę grę z synem, tworząc wielkie „sekretjiki” i ukrywając je pod samochodowymi szybami. Skarby zbierane przeze mnie przez lata na wybrzeżu — miejscu bardzo odległym od Drusti — ułożyliśmy w duże, magiczne kompozycje pośród lasu.
W lesie Savvaļa, gdzie zainstalowano pracę, widzka patrzyła z góry na mały, prostokątny, szklany staw umieszczony między drzewami. Musiała zejść z coraz mniej widocznej ścieżki, by stanąć przy jego krawędzi, pochylając się, by uniknąć zadrapania przez gałęzie. W tej dziwnej pozycji ukształtowanej przez otaczający las, z ciałem odbijającym jego obraz, patrzyła przez szklany panel i widziała małe i większe białe kości, czaszkę, szczątki kiedyś żywych istot — dowody śmierci ułożone wraz z patyczkami i przedmiotami, tworzące nieludzką, małą, lecz monstrualną figurę. Materialne sekrety gromadzone przez Neiburgę przez wiele lat i wystawione pod samochodowymi szybami w lesie to obscena należące do ziemi. Są sekretami i wydzielinami. Niesamowitymi jelitami ziemi.
Malleus Maleficarum, 2023
Malleus Maleficarum zaczął się od paktu. Iveta Pole, Katrīna Neiburga, Agnese Krivade, Jette Loona Hermanis, Anika Barkan (Dania), Lea Blau (Chorwacja), Maarja Nuut (Estonia), Martina Georgina (Malta), Irēna Grauda, Kristiāns Aglonietis, Anna Ansone i Karolin Tamm (Estonia) znalazły słynną książkę — Młot na czarownice — i przeczytały ją razem. Stwierdzają:
To podręcznik polowania na czarownice, który rozwija prawno-teologiczną teorię natury kobiet, ukazując kobiecy świat jako ciemne, odwrócone zwierciadło naszego „normalnego” świata. Najgorsze spośród wszystkich kobiet są nałożnice, po nich zaś położne i żony dominujące nad swymi mężczyznami.
Za sprawą sztuki podręcznik staje się czymś zupełnie innym: potężną partyturą różnych sposobów istnienia. Blade ślady innych, gwałtownie zakończonych egzystencji zostają odzyskane poprzez gest performatywny i precyzyjną inscenizację — wyrwane z logiki młota i zwrócone tym, których chciał unicestwić.
Transformacje. Miotła czarownicy. Gromowa miotła, 2020
Neiburga:
Viscum album, jemioła, była magiczną rośliną druidów, a na Łotwie nosi również nazwę „wietrznej miotły”. W dzień przesilenia letniego główny kapłan ścinał ją z dębu, brzozy lub sosny złotym sierpem. Jemioła spadała na śnieżnobiałe płótno trzymane przez dwie do czterech dziewic. Według druidów roślina mogła uleczyć każdą chorobę.
Roślinę należy przynieść do domu i przechowywać w cieniu. Po tygodniu przyrządź napar z wietrznej miotły. Pij go małymi łykami przed zapalonymi wonnymi ziołami — na przykład lawendy, sosny lub jałowca. Następnie zamknij oczy, przykrywając je jedwabną chustką, i połóż się na jemioły. W pobliżu postaw niezapaloną latarnię. Nie szukaj świadomie odpowiedzi — po prostu się rozluźnij i zagłębij w ciemność, wyobrażając ją sobie jako wypełniony wodą tunel, przez który musisz przepłynąć. Możesz później zasnąć lub drzemać, aż doznasz olśnienia, że pora wstać i zapalić latarnię. Wpatrz się w jasne światło, a potem je zgaś — i wtedy ujrzysz wizje, sceny, lub usłyszysz nawet głosy, które odpowiedzą na dręczące cię pytanie.
Nota botaniczna: to, co folklor nazywa gromową miotłą lub wietrzną miotłą, jest z botanicznego punktu widzenia zgrubieniem gałęzi w koronie drzewa — u drzew iglastych wynik mutacji genetycznej, u liściastych — efektem działania grzyba Taphrinaceae, co czyni z tego zjawiska chorobę, nie genetyczne odchylenie. Czasem średnica miotły czarownicy sięga kilku metrów. Granica między tym, co cudowne, a tym, co patologiczne, okazuje się cieńsza, niż myślimy.
Wielka ekspedycja, 2024
W tej pracy Katrīna Neiburga zanurza się w mitach i opowieściach lasu — jego duchach i tajemnicach. Tradycyjna chata i otaczający ją las stały się scenerią dla jej artystycznej eksploracji okolic jeziora Grundlsee; przemierza je tak, jak przemierza się żywe archiwum: uważnie, bez pośpiechu, gotowa na spotkanie. Wśród napotkanych postaci była Burgl Schramml, rdzenna mieszkanka Aussee, którą artystka łagodnie wtajemniczyła w sekrety lasu. Muzyka, skomponowana przez Annę Fišere we współpracy z łotewskimi muzykami, splata różne instrumenty w partyturę tak wielowarstwową, jak sam krajobraz. Powstała praca, która utrzymuje w równowadze antropologiczną ciekawość i swobodę wyobraźni — zakorzeniona w mitach, opowieściach i wspomnieniach zebranych przez artystkę w tym regionie, a zarazem sięgająca ku czemuś znacznie bardziej dzikiemu.
W pewnym momencie kadr wypełnia pokryte mchem leśne podłoże — powalone pnie, suche liście i gęsta zieleń niemal całkowicie wypełniają obraz. Spomiędzy dwóch omszonych kłód, tuż przy ziemi, wyziera głowa starszej osoby z krótkimi siwymi włosami — oczy ledwo wystają ponad korę. Efekt jest niesamowity: postać zdaje się wyrastać z samego lasu, jakby z niego wyłoniła lub została przez niego połknięta, a granica między człowiekiem a puszczą niemal się zatarła. Napis na dole kadru głosi: „Zwierzę? hm — nie…” — zawieszony między humorem a niepokojem, ujmuje coś istotnego w duchu tej pracy. Postać nie jest ani w pełni ludzka, ani w pełni leśna — tkwi w tej przestrzeni liminalnej, do której Neiburga powraca wciąż na nowo: na progu, gdzie jaźń się rozpuszcza, a coś starszego, dziwniejszego zajmuje jej miejsce.

