O science-fiction

Science fiction to mój ulubiony adres, pod który udaję się, żeby pobujać w obłokach. Ostatnio moją wyobraźnię zajmuje właściwie wyłącznie Futuro Darko. Wydaje mi się, że dobre SF nie może obyć się bez automatów, robotów i/lub jakiegoś ciekawego środka transportu.

Od Jetsonów po Blade Runnera i Back to the Future 2 fruwający samochód wciąż jest wizytówką wizji odległej przyszłości, w której technologia poszła mocno do przodu.

Gry i seriale SF cieszą się zdecydowanie większą popularnością niż komiks. Trudno się temu dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę milionowe budżety na produkcję i marketing – to jednak nie znaczy, że komiks stracił siłę oddziaływania na naszą wyobraźnię. Myślę, że wciąż ją ma, a dzięki temu, że krąży trochę poza radarem, nieraz cechuje go większa odwaga.

O komiksie

Jako ilustrator przywykłem do pracy z komputerem. Tak jest szybciej i wygodniej, wszystkie narzędzia są dostępne z poziomu klawiatury, niczego nie trzeba szukać na półce czy pod biurkiem. Cały komiks Futuro Darko powstał w komputerze, chociaż szkice pomagające zakomponować kadr robię czasem ołówkiem na luźnych kartkach – moje dzieci je potem kolorują. Podczas pracy nad drugim komiksem mam jednak zamiar przynajmniej część rysunków, takich jak okładka czy rozkładówka, wykonać tuszem na papierze, żeby zostawić po sobie jakieś oryginały.

Zaczynam od szybkich, niedokładnych szkiców. Na tym etapie mam dużą swobodę we wprowadzaniu modyfikacji, mogę na przykład zmienić kolejność kadrów. Później takie zmiany są znacznie trudniejsze. Następnie nakładam właściwe kontury i kolor, a na koniec przygotowuję pliki do druku. Praca nad komiksem to długi i mozolny proces, w przypadku Futuro Darko trwała około czterech lat.

Staram się, by w tej opowieści wizja przyszłości była spójna, logiczna i wyrazista. Można ją dowolnie interpretować, ale ja sam nie jestem szczególnie zainteresowany kondycją moralną ludzkości u schyłku cywilizacji i nie roztrząsam, „czy androidy śnią o elektrycznych owcach”. Chcę opowiadać historie o konkretnych bohaterach, którzy mierzą się z różnymi sytuacjami w zupełnie dla nich normalnym otoczeniu. Nie tęsknią za światem sprzed katastrofy, ledwie są w stanie go sobie przypomnieć. W końcu minęło już ćwierć wieku, odkąd cywilizacja runęła w gruzy. Chcę, żeby ta postapokaliptyczna dekoracja dla czytających była bardziej interesująca niż dla samych bohaterów.

Nie jest to wizja radioaktywnego cmentarzyska cywilizacji, na gruzach którego ludzie zabijają się w walce o resztki zasobów. W 2124 roku mija ćwierć wieku od wybuchu wojny, która zmiotła z powierzchni Ziemi scentralizowane ośrodki władzy. Świat powoli dźwiga się po upadku, przypomina trochę USA w czasach Dzikiego Zachodu i początków kolei żelaznej. Za ilustrację tego stanu rzeczy niech posłuży budowa linii energetycznej i akweduktu pomiędzy Atomic City, miastem wybudowanym po wojnie wokół uruchomionego na nowo eksperymentalnego reaktora, a Aberdeen w pobliżu American Falls Reservoir.

O bohaterach

W komiksie poza polskim nazwiskiem i kilkoma akcentami sugerującymi pochodzenie braci Brońskich nie ma zbyt wielu informacji na temat ich przeszłości. W kontekście przedstawionych w albumie historii nie wydawało mi się to istotne, choć żywo się nad tym zastanawiam i być może kiedyś opowiem o tym więcej w jakichś retrospekcjach. W moich wyobrażeniach Eryk i Władek to synowie polskiego inżyniera, który w latach 80. XXI wieku wyjechał do USA, gdzie pełnił ważną funkcję w amerykańskim oddziale dużej polskiej firmy technologicznej, a po godzinach zarażał młodych bohaterów pasją do majsterkowania przy samochodach. Mama chłopców prowadziła przed wojną klinikę weterynaryjną w Butte City w Idaho. Obaj prawdopodobnie urodzili się już w Stanach.

O technologii – historia przyszłości

Tłem dla opowiadań spod szyldu Futuro Darko jest świat po zagładzie nuklearnej, a ściślej USA, które na długo przed Ostatnią Wojną zostały gospodarczo i kulturalnie odbudowane przez Polaków. Nastąpiło to po największym kryzysie gospodarczym w historii ludzkości w latach 50. XXI wieku.

Po opracowaniu przez wrocławskie zakłady elektroniczne Elwro i koncern Stomil przełomowej technologii poduszek antygrawitacyjnych, które na zawsze odmieniły oblicze transportu, przez zdewastowany finansowym trzęsieniem ziemi świat przetoczyła się nowa rewolucja przemysłowa, na czele której stanęli polscy wynalazcy. Stąd w komiksie znaki polskiej obecności na amerykańskiej ziemi w postaci firm, wyrobów, a nawet tworów popkultury. W kolejnych historiach pojawi się więcej tego rodzaju Easter eggs.

Widzieliśmy już USA opanowane przez Sowietów, Japończyków, Chińczyków czy Niemców, ale w wyobrażeniach, które znam z literatury, gier czy telewizji, zawsze działo się to w dramatycznych okolicznościach. W Futuro Darko polska obecność w Ameryce jest natomiast wynikiem gospodarczej ekspansji w warunkach wzajemnego szacunku i pokojowej współpracy. Przed wojną atomową to właśnie Polska była bowiem krainą nowoczesności – choć w komiksie to już zamierzchłe czasy. Umieszczenie akcji w USA to rezultat mojego zauroczenia tym miejscem, podsycanego telewizyjną popkulturą z lat mojej młodości; z tej fascynacji została mi głównie miłość do amerykańskiej motoryzacji. Poza tym wydaje mi się, że pogranicze stanów Idaho, Nevada i Utah to idealna scenografia dla moich opowiadań. Atomic City w Chinach? Jakoś trudno mi to sobie wyobrazić…

Polonezy, Żuki, Stary czy Unitry bynajmniej nie są zapomniane i wydaje mi się, że przy próbie budowy „PRL punku” nie sposób zrezygnować z tych składników. Zresztą powracają one tu i ówdzie, niekiedy nawet z dużym sukcesem, jak w przypadku gry wideo Cronos: The New Dawn – nie jestem więc w tej fascynacji odosobniony. W moim przypadku sięga ona zainteresowania historią XX wieku od strony wynalazczości, a nie wydarzeń politycznych. Jestem też skromnym zbieraczem drobiazgów z tej epoki. Mam w swojej kolekcji katalogi i broszury nieistniejących już polskich firm, a także książki, między innymi opowieść Jerzego Natkańca o Hucie Silesia, w której produkowano sprzęt AGD. Świadomość, że w Polsce wytwarzano kiedyś dosłownie wszystko, od baterii AA po ogromne maszyny budowlane, a nawet precyzyjny specjalistyczny sprzęt, zawsze robiła na mnie wielkie wrażenie.

Jeśli mamy do czynienia z wyobrażeniem przyszłości, która wyłoniła się z jakiejś alternatywnej wizji historii, jak na przykład w osadzonym w PRL-u komiksie Błażeja Kurowskiego Stachanowiec w kosmosie, wówczas możemy mówić o przyszłości, co do której mamy pewność, że nie zaistnieje. Ja jednak wcale nie proponuję alternatywy – pozwalam sobie myśleć o tym jako o prawdopodobnym scenariuszu. Zostawiłem nawet odpowiedni zapas czasu – zobaczymy, czy komuś uda się zmontować nad Wisłą jakiś high-tech.

Futuro Darko jako projekt transmedialny?

Lubię tworzyć ten świat, wymyślać go i dodawać do niego kolejne elementy. Czerpię z tego ogromną frajdę i wiem, że to się podoba czytającym. W kolejnym albumie mam zamiar pokazać go w jeszcze szerszej perspektywie. Bardziej interesują mnie jednak moi bohaterowie i ich przygody – z ich punktu widzenia ten świat jest po prostu zastaną rzeczywistością i ja też tak go traktuję. To znaczy, że nie interesuje mnie, dokąd to wszystko zmierza na dłuższą metę, ale staram się, by ta wizja była spójna, logiczna i wiarygodna.

Czy Futuro Darko to projekt transmedialny? Teraz już tak, choć oczywiście na swoją skromną skalę. Wymyśliłem i narysowałem bohaterów i świat poskładany z elementów, które od zawsze mnie pociągały. Jestem zaskoczony i zadowolony, że ten obraz przyciąga uwagę, rozbudza wyobraźnię, prowokuje do stawiania pytań, a nawet inspiruje do tworzenia. To coś niesamowitego.

Muzyka

Ścieżka dźwiękowa do komiksu to wynik dziwnego, fascynującego przypadku. Roman Odoj, kompozytor tych niesamowitych utworów i mój serdeczny kolega, zwrócił się do mnie z pomysłem stworzenia rysunkowych historii do albumu muzycznego. Spodobało mi się to i uzgodniliśmy, że zrobimy komiks do muzyki Romana w świecie Futuro Darko. Tak powołaliśmy do życia zespół Sticks N' Stones.

Gra wideo

Gra Futuro Darko Racer powstaje niezależnie od komiksu, ale stanowi istotną część tego świata. Otworzy ją komiksowe intro, historia, która wprowadzi nas w fabularne tło i rzuci więcej światła na istotną część uniwersum, jakim są wyścigi samochodowe. Ta część ukaże się także drukiem.

Zanim zostaliśmy kolegami, Maciej Laskowski wysłał mi wideo z gry, którą zaczął tworzyć ot tak, pod wrażeniem świata przedstawionego w moim komiksie. Aktualnie pracuje nad nią mały zespół deweloperski, w skład którego wchodzi właśnie Maciej – główny projektant, Kacper Mach – programista, Maciej Malinowski – artysta 3D, Paweł Sulewski – specjalista od efektów dźwiękowych, Roman Odoj – kompozytor muzyki oraz ja – facet od tekstur i rysunków. To hobbystyczna rzecz, robiona po godzinach.